Czy istnieje recepta na szczęście?

Poszukiwanie szczęścia to temat naczelny 21 wieku. Sama szukam go już od 25 lat i faktycznie – są dni, a czasami nawet tygodnie gdy wydaje mi się, że chwyciłam byka za rogi i cały świat jest mój 🙂 Ale szczęściem bym tego nie nazwała. To po prostu satysfakcja, zadowolenie, pozytywne myślenie, uśmiech, radość.

A szczęście? Szczęście to chwila. Ta jedna i niepowtarzalna. Naprawdę szczęśliwa czuję się, gdy mogę wypić rano moją ulubiona kawę, a wieczorem obserwować zachód słońca na plaży. Cóż za infantylizm… 🙂

Słyszeliście o stanie ‚flow’? Naukowcy określają go jako czas, gdy cały świat przestaje dla nas istnieć. Stan ‚flow’ osiągamy wtedy, gdy jakaś czynność pochłania nas tak bardzo, że zapominamy o sobie, o czasie i o naszym ego. Liczy się dla nas droga, nie cel. Wszystko nagle przestaje istnieć. Jest tylko działanie, motywacja oraz wszechogarniająca radość. Uwielbiam ten stan 🙂

Żaden ze mnie psycholog, ale chyba całkiem niezły obserwator rzeczywistości. I podczas tych moich obserwacji udało mi się rozgraniczyć dwa bieguny szczęścia.

Jeden pochodzi z zewnątrz, a drugi z naszego wnętrza. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że ten drugi jest silnie związany z naszą duszą.

Zewnętrzny biegun związany jest z tym wszystkim co posiadamy. Nowy samochód, uznanie, szacunek. To wszystko sprawia, że czujemy się szczęśliwi – ale tylko przez chwilę. Nowy samochód cieszy, ale już po chwili staje się codziennością i potrzebujemy innych bodźców. Tak samo jest z podziwem innych osób. Pragniemy tej aprobaty i czujemy się szczęśliwi, gdy ją uzyskamy – ale to minie. Za chwilę, za moment, za jakiś czas. I wtedy czujemy szaloną pustkę, którą musimy czymś uzupełnić. Ps. Nie mam nic przeciwko nowym i fajnym samochodom. Po to w końcu żyjemy, żeby próbować wszystkiego 🙂

A co z biegunem, który pochodzi z naszego wnętrza? Tutaj mam na myśli np. wschód słońca, życzliwy uśmiech, szczerą miłość. To wszystko co pochodzi z wewnętrznych motywacji, wewnętrznych potrzeb, to co nie jest celem, ale jest drogą – to jest moim zdaniem kwintesencja szczęścia. Wewnętrzny biegun nigdy nie przeminie 🙂 Jeżeli uda nam się skupić na swoim wnętrzu, traktując biegun zewnętrzny jako uzupełnienie… będziemy szczęśliwi.

I tyle. A teraz idę napić się mojej ulubionej kawy z ulubionego kubka przy dźwiękach ulubionej muzyki. I mam zamiar poczuć stan błogiego relaksu, aby za chwilę poddać się pracy i popaść w wir totalnego ‚flow’ 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.