Bądź jak szczęśliwe dziecko, nie jak nudny dorosły!

Zastanawialiście się, dlaczego dzieci mają w sobie tyle energii? Jak one to robią? Skąd ją biorą i jak to się dzieje, że skaczą, tańczą, biegają, a energia jakby niewyczerpana. To proste. Dzieci są jak żywe srebro, jak rwący potok. Czerpią energię z innych źródeł niż dorośli. I zupełnie inaczej ją pożytkują. Dorośli przez swoją „dorosłość” zapędzili się w kozi róg. Ale spokojnie! Można się tej dorosłości oduczyć i na luzaku wrócić do swoich dziecięcych korzeni.

Ja sprawiam wrażenie osoby poważnej, ale w głębi duszy jestem jak dziecko. Wystarczy spędzić ze mną dłuższą chwilę, aby się o tym przekonać. Jestem ciekawa świata, lubię spontaniczność, łapię stany flow, gdzie totalnie zatapiam się w obowiązkach służbowych, jakby były najciekawszą na świecie zabawą z klocków lego. Bywam również niecierpliwa i gdy sytuacja mnie nudzi, szybko szukam zmiany/alternatywy (to nie zawsze jest dobra cecha). Lubię biegać, tańczyć i marzyć. W głowie układam tysiące planów na przyszłość. Jak dziecko, prawda?
Zdarza się również, że jestem nudnym dorosłym. Z precyzją analityka rozważam wszelkie „za” i „przeciw”, mielę sytuację w głowie i rozkładam ją na czynniki pierwsze. Na tym procesie spalam najwięcej energii. Myślę, że większość z nas ma ten problem, że zdecydowanie za dużo myśli, próbując rozwiązać konflikty wewnętrzne. Dzieci ich nie przeżywają, bo robią dokładnie to, na co mają w danej chwili ochotę.
I to jest moim zdaniem klucz do zagadki – wyrzucić z naszego życia konflikty wewnętrzne. Żyć tu i teraz

To nie jest proste, ale można nad tym pracować. Wyobraź sobie sytuacje, w której pragniesz zrobić coś dla ciebie bardzo ważnego. Powiedzieć komuś „kocham Cię”, rzucić pracę i zmienić całkowicie swoje życie, nauczyć się języka hiszpańskiego, włoskiego czy chińskiego, zapisać się na kurs jogi, zacząć biegać itp. Nie ma na myśli chwilowych fanaberii, tylko prawdziwe tęsknoty i pragnienia, które mielimy w naszej głowie już od kilku miesięcy czy lat. Nic dziwnego, że jeszcze nie zaczęliśmy ich realizować. Całą energię, którą moglibyśmy przeznaczyć na działanie, spalamy na rozważanie. Mieląc sytuację w głowie, ciężko się napracowaliśmy, a odpoczynek nam się przecież należy. Odkładamy realizację na następny dzień. I tak w nieskończoność.

Dziecko nie rozważa, dziecko działa. Czasami przy tym się wywróci, zapłacze albo wpadnie w histeryczny ryk. Mimo wszystko, nie rezygnuje. Chyba, że spotka na swojej drodze nudnego dorosłego, który powie – „nie wolno, bo tak” albo dojdzie do konfrontacji z odpowiedzialnym dorosłym, który wytłumaczy, że „nie wolno, ponieważ”. Dziecko zazwyczaj z całym przekonaniem dąży tam, gdzie przed chwilą zaplanowało. Gdy tańczy, robi to całym sobą. Nie zastanawia się, czy ktoś na nie patrzy i co o nim pomyśli.

Od dzisiaj – stop mieleniu. Stop jazdy z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Przesiądźmy się mentalnie do błękitnego Astona Martina Vantage V12S i jedźmy prosto do celu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.