Jak znaleźć czas, gdy go nie ma?

Tydzień ma 7 dni. Doba 24 godziny. Godzina 60 minut. I chociażbyś się bardzo starał, czas i tak upłynie. Można jednak znaleźć pewne oszczędności/zapasy czasowe. Sprawdziłam na sobie, to działa!

1. Wcześniejsza pobudka – to takie banalne! Wystarczy wstać o godzinę albo dwie wcześniej, żeby nasza doba zwiększyła swoją objętość. Oczywiście, na początku nie będzie łatwo, więc polecam ustawianie budzika o 15 minut wcześniej i zwiększanie tego czasu co kilka dni. Dodatkowy czas możesz przeznaczyć na cokolwiek: bieganie, jogę, czytanie, malowanie paznokci. Prowadzę własną działalność, więc ten zapas najchętniej przeznaczam na pracę. Od 6.00 do 12.00 jestem najbardziej produktywna.  Dzięki temu, w okolicach południa, gdy moja produktywność spada, mogę sobie zrobić przerwę. Taki schemat bardzo mi pasuje, chociaż nie zawsze się udaje… 😉

2. Terminarz – mało kto może pochwalić się mistrzostwem w organizacji bez prowadzenia terminarza. On naprawdę ułatwia życie! Przetestowałam oba rozwiązania: brak planowania i obsesyjne planowanie. Dzisiaj wiem, że najlepszy jest złoty środek, ale jeżeli miałabym wybierać jedno z dwóch powyższych – wybieram obsesyjne planowanie. Czynność zapisana musi zostać wykonana. Nie ma szans, aby przenieść ją na jutro. Dzięki terminarzowi twoje życie stanie się poukładane, a czas znajdzie się na wszystko.

3. Produktywnie zaplanowany czas wolny – nie ma nic gorszego niż robienie niczego przez 7 dni w tygodniu. Jestem wielką miłośniczką włoskiego dolce far niente (tłum. słodkie próżnowanie), ale z częstotliwością „od czasu do czasu”, czyli np… co drugi dzień 🙂 Nicnierobienie na dłuższą metę może nas wykończyć. Dlatego lepiej wcisnąć w terminarz: spacer, ćwiczenia, kino czy spotkanie przy kawie.

4. Zapomnij o głupotach – mam słabość do Instagrama. Mimo wielu zalet tej społecznościówki, do jej wad zaliczam turbo pochłanianie czasu. Zawsze bowiem znajdzie się pięć minut, żeby przeskrolować tablicę. Zdjęcie za zdjęciem i z kilku minut robi się kilkanaście. Znacie to? Nie będę tutaj zachęcać do odstawienia głupot na zawsze, ale może warto poćwiczyć silną wolę i wpisać przeglądanie Internetu do terminarza (patrz punkt 3)? Przyznam się – nad tym punktem muszę jeszcze popracować 🙂

5. Wrzuć na luz – czegokolwiek nie zrobisz, czasu i tak nie przedłużysz. Czasami warto zapomnieć o wszystkich powyższych punktach i… wylegiwać się w łóżku do późna, w szafce na klucz zamknąć terminarz, przez cały dzień nie robić nic… albo przeglądać Internet. Najważniejsze, aby nie mieć później wyrzutów sumienia. Bo i po co?

A jak to jest u Was? Jakie macie sposoby na lepszą organizację czasu? A może zgadzacie się z punktem 5. i wrzuciliście na luz? 🙂

2 komentarze

  • Małgorzatt

    Bardzo fajny wpis! Musze przyznać, że z przyjemnością się go czytało.
    Co do oszczędzania czasu to stosuje chyba punkt dotyczący „terminarza”. Staram się planować swój czas i wykorzystać go jak najlepiej. Szkoda, że nie ma na Twoim blogu opcji obserwowania przez google +. Na pewno bym zaobserwowała. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.