Chcesz być szczęśliwy? Nie przywiązuj się do niczego

Gromadzimy przedmioty, pielęgnujemy nasze ciało i dekorujemy dom. Dbamy o relacje. Mamy rodzinę, przyjaciół, miłość naszego życia. To wszystko jest piękne, ale nikt nam nie obiecał, że tak już będzie zawsze. Kiedyś to wszystko stracimy i to jest pewniak!

Jedna z moich naczelnych zasad życiowych brzmi – do niczego się nie przywiązuj!

Łatwo mówić czy pisać, gorzej wykonać, prawda?

Między wierszami mówił o tym Osho:

„Kochaj całkowicie, a nie pojawi się przywiązanie; kochaj tylko częściowo, a przywiązanie nastąpi. Żyj całkowicie, a nie będziesz bał się śmierci; żyj częściowo, a strach przed śmiercią zawsze będzie ci towarzyszył”.

Mówili o tym filozofowie, psychologowie, guru religijni. Mówiła o tym jedna z moich nauczycielek w liceum. Mówił jeden z chłopaków, z którym chodziłam na randki. Co rusz ktoś mi o tym przypominał. I dobrze, bo gdyby nie oni, być może dzisiaj nie miałabym świadomości, którą mam i z którą jest mi nadzwyczaj dobrze.

Po co gromadzić, skoro można przeżywać?

Od początku życia stoimy przed trudnymi wyborami. Bez ironii, wszystkie są arcyważne! Dla kilkuletniego dziecka, wybór pomiędzy lodami, a nową zabawką to często prawdziwy koniec świata. Chciałoby się przecież mieć ciastko i zjeść ciastko. I tak jest później przez całe życie, tylko ranga wyborów się zwiększa…

  • Lody czy zabawka?
  • Kolonie/obóz czy komputer?
  • Nowy Jork czy nowy samochód?
  • Sushi z ukochanym czy sukienka? 😀
  • Dom czy wynajmowane mieszkanie?
  • Jacht czy podróż dookoła świata?

Przeżycia zawsze będą ważniejsze niż przedmioty. Z drugiej strony, jak mawiał Osho, dlaczego mamy medytować na ośle, skoro możemy w fajnym samochodzie?

„Podziwiam Franciszka z Asyżu, który jeździł na ośle. Ale było to przecież torturowanie żywego stworzenia. Podróżowanie Rolls-Roycem nie krzywdzi nikogo. Ludzie myślą, że Rolls-Royce kłóci się z uduchowieniem. To nieprawda. W rzeczywistości, to właśnie na furmance trudno jest medytować. Rolls-Royce jest dużo lepszy dla duchowego rozwoju”

Miej, ale nie przywiązuj się

Fajnie jest mieć, ale niefajnie stawiać to na pierwszym miejscu. Piękne chwile będziesz pamiętał dłużej niż piękne przedmioty. No chyba, że otrzymanie przedmiotu wiązało się z piękną chwilą. Spełnianie marzeń jest bardzo ważne. Ostatecznie jednak, nawet te wspaniałe przeżycia kiedyś nie będą miały znaczenia.

Wiesz, że kiedyś wszystko stracisz?

Prędzej czy później. Jednego dnia jesteś na szczycie, drugiego spadasz w dół. Raz jesteś szczęśliwie zakochany, innym razem jesteś w rozpaczy. Nawet najpiękniejsza miłość nie jest gwarantem, że tak już będzie zawsze. Ostatecznie, kiedyś stracisz wszystko. Ta myśl, z jednej strony bardzo mnie przeraża, a z drugiej dodaje wiatru w żagle i pozwala czerpać z życia na 100 proc. Kiedyś unikałam tematu, a dzisiaj bez strachu chętnie go poruszam. Wszystko co mam, wszystko co znam, kiedyś przestanie istnieć. Ja, moja rodzina, przyjaciele, mój dom, moje przedmioty. To wszystko jest tylko na chwilę, ułamek sekundy. Przemijanie może być i smutne i wesołe. Jak się z tym pogodzisz, przestanie smucić. Czasami może jedynie przynosić chwilę refleksji. Gdy zrozumiesz, że nie ma sensu kurczowo trzymać się życia, poczujesz spokój. Serio, to działa! 🙂

Nie zapominaj, żeby żyć

W tym cały ambaras, żeby nie traktować wszystkiego śmiertelnie poważnie. Przedmioty gromadzić z głową i żyć pełną piersią. A, żeby ten upragniony stan osiągnąć, do niczego się nie przywiązywać. Przedmioty kiedyś zarosną kurzem, a ludzie których kochamy – odejdą. Takie jest życie. Chciałoby się w tym miejscu zanucić piosenkę Franka Sinatry „That’s life”

…w kwietniu będziesz na górze, w maju upadniesz, ale nie martw się, bo w czerwcu znowu powrócisz na szczyt…

Pytanie do rozważenia

Pamiętam, jak podczas wieczornego spaceru na jednym z bardzo klimatycznych łotewskich cmentarzy rozmawiałyśmy z koleżankami o sensie życia. Debatowałyśmy co jest ważniejsze – życie dla siebie i swoich przeżyć czy pozostawienie czegoś po sobie dla potomnych? Ja obstawiałam własne przeżycia, ale na dobrą sprawę, nie mam pojęcia, co jest ważniejsze. A Ty jak myślisz?

6 komentarzy

  • Coach for Flow

    Ja przywiązuję się do wielu rzeczy…. ale równocześnie baaardzo cenię sobie przeżywanie i sentymentalnie zbieram wszelkie wspomnienia mniejszych i większych chwil. Od lat towarzyszy mi motto – „Pamiętać znaczy przeżywać raz jeszcze”.

    • happylifestyle

      Ja też przywiązuję się do niektórych rzeczy. A do ludzi to już totalnie. Myślę, że tylko mistrzowie duchowi podczas medytacji mogą być tak w 100 proc. ponad tym. Motto bardzo prawdziwe…

  • Edyta

    Trudny temat poruszyłaś. Ale tak się zastanawiam nad Twoim pytaniem i chyba najważniejsze, żeby robić wszystko w zgodzie ze sobą. Wykorzystywać czas jak najlepiej i korzystać z życia, a jeśli coś dla potomnych, to niech to będzie również coś, co robimy bo w danym momencie chcemy to robić i nie jest to poświęcenie tylko dlatego, że kiedyś ktoś z tego korzysta. Mieć też jest fajnie, ale bez przesady. Kupowanie kolejnej sukienki na poprawę humoru szybko traci znaczenie, ale już np kupowanie mebli i urządzanie wspólnego mieszkania ma zupełnie inny wymiar 🙂 Najważniejsze to nie marnować czasu i być szczęśliwym!

    • happylifestyle

      Tak! Urządzanie wspólnego mieszkania to piękna chwila. Takie przedmioty mają znacznie większą wartość. Nowa sukienka też może ją mieć, jeżeli będzie częścią ważnego momentu. Najważniejszy jest chyba umiar, którego wciąż się uczę 🙂

  • Ania

    W pełni się z Tobą zgadzam! Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką na identyczny temat… Oczywiście, wszystko, co tutaj mamy przemija, trzeba uważać, żeby nie zaczą przesadnie gromadzić rzeczy – oddać się konsumpcjonizmowi i stać się materialistą. Osobiście w życiu staram się postawić na minimalizm… Czy się udaje? No cóż, ciągle się uczę 🙂 Także wolę oszczędzać pieniądze na kolejne podróże, niż wydawać wszystko na najdroższe ubrania czy książki. Co jest ważniejsze? Hmm… Chyba życie swoimi przeżyciami, ale też dla innych. Po prostu bycie obecnym tu i teraz… Carpe diem 🙂

    • happylifestyle

      Tak, trafiasz w samo sedno! 🙂 Co do tych ubrań, ostatnio łapię się na tym, że wolę odrobinę drożej, ale mniej. Moja szafa jest przez to może mniej różnorodna, ale czuję się z tym naprawdę dobrze. I to chyba też jest jakaś forma minimalizmu.
      Carpe diem, moja droga! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.