No weź nie narzekaj!

To nie tak, że wszystko w moim życiu układa się pozytywnie. Nieprawdą jest, że codziennie budzę się z uśmiechem na ustach. Jeżeli ktoś mówi, że jest permanentnie szczęśliwy to albo kłamie, albo kompletnie zwariował. Życie jest czasami białe, czasami kolorowe, a czasami czarne. I każdy tak ma. Ale do jasnej ciasnej – po co narzekać? 

W ubiegłym tygodniu skończyłam ważny projekt. Dostałam feedback, że trzeba go poprawić. Mimo że poprawki nie do końca wynikały z mojej winy myślę –  okej, zrobię to. Deadline był oczywiście nieludzki. Zarwałam kilka nocy, po raz pierwszy w życiu miałam halucynacje, moja odporność dostała w kość i na domiar złego – pochorowałam się, co jeszcze bardziej spowolniło moją pracę.

I mogłabym narzekać, widzieć świat w szarych barwach, zadręczać innych swoimi problemami, ale pytanie – po co? Z resztą, kogo to obchodzi?

Mam wokół siebie takie osoby, którzy nieustannie widzą szarość. Nawet gdy jest względnie dobrze, ale pojawia się jakiś problem, dominuje on całą sytuację. Wysuwa się na pierwszy plan, trując tym samym życie osoby zainteresowanej i wszystkich wokół. Pytanie – po co? Czy narzekanie na problemy sprawi, że one nagle znikną? Wręcz przeciwnie. Będą tylko one. Stojące w rzędzie i śmiejące się szyderczo. Widzisz szare? Będziesz miał szare.

  • Gdy intensywnie pracujemy i idą za tym fajne pieniądze, możemy narzekać, że nie mamy czasu dla siebie. Tylko po co? Wystarczy w następnym miesiącu trochę zwolnić…
  • Gdy zwolnimy z pracą i zarobimy mniej, możemy narzekać, że nie stać nas na to, żeby sprawić sobie przyjemność. Tylko po co? Wystarczy w następnym miesiącu wrócić na wyższe obroty…
  • Gdy jedziemy na wakacje, możemy narzekać na zbyt ciasny pokój. Tylko po co? Wystarczy z niego częściej wychodzić…
  • Gdy chcemy się wykąpać w morzu, możemy narzekać na pływające w nim jeżowce. Tylko po co? Wystarczy kupić dobre buty do pływania…

Od lat jestem wierna maksymie, że jak ktoś chce to szuka sposobu, a jak nie chce – szuka powodu. Zawsze jest droga wyjścia. Jak nie drzwiami to lufcikiem. A jak lufcikiem się nie da to wystarczy pukać, w końcu nam te drzwi otworzą. Jest ci źle? Szukaj wyjścia, wal w te drzwi z całych sił, krzycz ile możesz…

tylko – no weź nie narzekaj! Bo po co?

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.