Dystans – jak się tego nauczyć?

Dystans to sztuka fajnego życia. Przydaje się praktycznie wszędzie, w każdej życiowej sytuacji. Mamy okazję korzystać z niego kilka, albo nawet kilkanaście razy dziennie. Pytanie – czy umiemy? Ja się uczę, ale w tej kwestii jest już u mnie coraz lepiej. Jak być bardziej zdystansowanym? Jak nie dać się zmiażdżyć przez opinię innych? Przedstawiam moje TOP 5.

O dystansie! Jak Ciebie znaleźć i nauczyć się z ciebie umiejętnie korzystać?

Krok pierwszy: nie walcz

Słyszysz negatywną opinię? Myślisz, że skompromitowałeś się przed innymi? Spoko, myśl co chcesz, tylko z tym nie walcz. A przynajmniej nie na głos. Im mniej walczysz, tym lepiej na tym wychodzisz. Sztuka dystansu równa się sztuce przyjmowania rzeczywistości taką, jaka jest. Nie ma ideałów, są tylko tacy, którzy się na nie kreują. Najgorsze co można zrobić w sytuacji „kryzysowej” to przekonywać wszystkich, że jest inaczej. Jeszcze bardziej utwierdzisz ich w przekonaniu, że mają rację.

A co jeżeli mają rację? Pogódź się z tym. Upiekłeś niedobre ciasto? Na siłę nikogo nie przekonasz, że jest dobre. Spartaczone ciasto nie równa się spartaczonej osobowości. A czasami mam wrażenie, że dla niektórych ten zakalec jest sprawą wagi państwowej…

Krok drugi: zaakceptuj

Myślisz, że zrobiłeś z siebie głupka? Pokazałeś innym, że jesteś w czymś bardzo słaby? A czy musisz być zawsze super-mądry i we wszystkim dobry? Najbardziej lubimy ludzi ludzkich, czyli takich, którzy podobnie jak my, popełniają błędy. Pogódź się z tym, że nie jesteś bogiem, a wszechświat nie kręci się wokół ciebie. Gdy przerobisz tę lekcję, życie stanie się prostsze, fajniejsze, a dystans będzie już na wyciągnięcie ręki.

Gdyby wszechświat kręcił się wokół ciebie, musiałby również kręcić się wokół pozostałych 7 miliardów ludzi. I gdyby każdy z nich spartaczył ciasto, mielibyśmy aż 7 miliardów spartaczonych ciast. To oznacza, że 7 miliardów osób na świecie walczyłoby w sprawie 7 miliardów zakalców.

Serio, są ważniejsze sprawy na świecie 🙂

Krok trzeci: wypowiedz to na głos

Pięknie obrazuje to poniższy cytat Josephine Angelini z książki „Kult bogini”:

-Weźmy takiego Hektora. Wygląda jak ktoś, kogo wszyscy lubią, a jest debilem.
-Dzięki, stary – rozpromienił się Hektor, jakby usłyszał komplement.

Być może wybrałam totalnie skrajny cytat, bo nikt nie lubi słyszeć o sobie, że jest debilem, ale jeżeli już to usłyszysz to: po pierwsze, nie walcz. Po drugie, zaakceptuj, a po trzecie – poszukaj dobrej strony tej sytuacji i wypowiedź ją na głos. Możesz podziękować, możesz się zgodzić (chociażby w przypadku zakalca), możesz obrócić sytuację w żart. Możesz wszystko, tylko nie walcz, a już tym bardziej – nie odpowiadaj agresją słowną.

Niedawno widziałam świetny film, który obrazował, co dzieje się z krytykantem, kiedy jego nieuzasadniona krytyka zamiast nas zaboleć, powoduje falę ciepłych słów w jego kierunku. Krytykant został zmiażdżony nadmiarem dobra i było mu zwyczajnie głupio. Spokorniał, zmiękł, zmienił front. Nagle zrobiło mu się głupio, że nas zaatakował. To działa, spróbujcie!

Krok czwarty: żyj dalej

Krytyka krytyką, ale życie toczy się dalej. Doszłam już do takiej wprawy, że o krytyce zapominam po kilku minutach. Jeżeli jest uzasadniona, zgadzam się z nią i wyciągam wnioski, a jeżeli nieuzasadniona – nie przyjmuje jej do siebie. Mówiąc kolokwialnie – krytyka po mnie spływa.

Kiedyś oczywiście tak nie było. Potrafiłam rozkładać ją na czynniki pierwsze i ze zdolnością psychoanalityka, analizować wszystkie jej kawałeczki. Dzisiaj już wiem, że szkoda na to czasu. Mamy 60 sekund w minucie, 24 godziny w ciągu dnia, 365 dni w roku. To i tak zdecydowanie za mało, aby jeszcze marnować go na analizowanie problemu, który zaistniał w przeszłości, czyli w teraźniejszości już nie istnieje.

Krok piąty: nie krytykuj

Nie chcesz być krytykowany – nie krytykuj. Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. To najtrudniejszy krok. Samej zdarza mi się czasami wypowiedzieć niepochlebną opinię. Nigdy nie byłam typem krytykanta, który krytykuje dla samej przyjemności krytykowania. Od dziecka najczęściej stałam w obronie tych krytykowanych. Sama również bywałam poddawana ogromnej krytyce. To jednak nie czyni ze mnie ideału. W wypowiadaniu krytyki nie widzę niczego złego, o ile jest uzasadniona i wypowiedziana w sposób delikatny. To jednak sztuka, której również powinniśmy się uczyć. Bo sposób wypowiadania własnych opinii ma ogromne znaczenie.


Kochani, bez dystansu ciężko żyć. Wiem coś o tym. Kiedyś miałam go w sobie zdecydowanie za mało. Wciąż pracuję nad sobą, aby mieć go więcej. Na pewne sytuacje jestem bardziej wrażliwa niż na inne. Myślę, że to normalne. Mamy całe życie, aby nad sobą pracować.

A jak dystans wygląda u Was? Macie go dużo, a może zdecydowanie za mało?

 

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.