Lecisz do Londynu? O tym musisz pamiętać!

Londyn to moje miejsce na ziemi, oczywiście po ukochanym Trójmieście. Wbrew pozorom, lubię ten zgiełk i tłum. Lubię patrzeć na tętniące życiem miasto z piętrowego czerwonego autobusu, który toczy się w gigantycznym korku przez Oxford Street. Londyn jest piękny, ale na pierwszy rzut oka może nieco przerażać. Przygotowałam krótki i praktyczny poradnik, z którym będzie Ci łatwiej zaplanować podróż.

Co warto wiedzieć przed wyjazdem?

1. Londyn jest duży –planując zwiedzanie załóż, że odległości pomiędzy punktem A i punktem B mogą być spore. Jeżeli nie chcesz zwiedzać na łapu-capu, lepiej zaplanować dwie, maksymalnie trzy atrakcje jednego dnia. Dobrze będzie, gdy polubisz się z metrem. Unikniesz korków, które w Londynie są na porządku dziennym.

2.Londyn jest tłoczny– Są miejsca i jest ich sporo, w których będziesz na własnych nogach poruszać się w ślimaczym tempie. Są też takie miejsca, w których poczujesz się jak sardynka w puszce. Jadąc do Londynu, nastaw się na tłumy. Gdzieś musi zmaterializować się te bagatela… 10 milionów mieszkańców.

3.Londyn nie jest tani – pomijając przeceny świąteczne, gdzie czasami faktycznie można coś „upolować” znacznie taniej niż w Polsce, większość rzeczy i produktów będzie droższa niż w naszym kraju. Zwłaszcza komunikacja miejska. W Polsce możemy kupić bilet miesięczny za 120 zł miesięcznie. W Londynie, za przejazdy metrem możesz wydać nawet… 12 funtów dziennie, czyli około 60 zł, w zależności od aktualnego kursu.

Ile pieniędzy zabrać ze sobą do Londynu na tydzień?

 Nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Wszystko zależy od twoich potrzeb. Mi osobiście wystarczyło 200 funtów (około 1000 zł), aby: codziennie podróżować komunikacją, każdego dnia zjeść 1 posiłek na mieście (w niedrogich knajpach/food truckach), skorzystać z jarmarku świątecznego oraz zrobić sensowne zakupy w TK MAXX i Primark’u 😉 Nie szalałam, ale też nie musiałam się jakoś specjalnie ograniczać.

Jakie wydatki zaplanować i co warto wiedzieć? (konkrety)

1.Dojazd z lotniska do centrum – bilety warto kupić wcześniej, przez Internet. Można wówczas trochę zaoszczędzić. Znam dwie strony internetowe, gdzie można zabukować taki transfer: nationalexpress.comoraz www.easybus.com. Zarezerwujecie tam przejazdy zarówno z lotniska Luton, jak i Stanstead. Ceny wahają się od 5 do 10 funtów za przejazd w jedną stronę. Czas trwania przejazdu = około godziny. Im później kupujecie bilety, tym drożej. Jeżeli nie uda Wam się zarezerwować biletów przez Internet, możecie je kupić bezpośrednio u kierowcy w cenie 10-12 funtów za przejazd.

 Jeżeli zastanawiacie się, na którą godzinę zabukować autobus, lepiej wybierzcie tę późniejszą. Ja też się wahałam. Mój samolot planowo lądował w Luton o 7.35. Rozważałam czy lepiej będzie zarezerwować busa o 8.20 czy np. 8.50. Wybrałam tę późniejszą godzinę. Na miejscu dowiedziałam się, że kierowca bez problemu zabrałby mnie busem wcześniejszym, o ile oczywiście będą wolne miejsca, ale jeżeli spóźnię się na swoją godzinę – muszę kupić nowy bilet, nawet jeżeli cały bus odjedzie pusty. Dziwna praktyka, ale warto być jej świadomym.

2.Komunikacja miejska – jak już wcześniej pisałam, metro i autobusy w Londynie nie są tanie. Najpierw, musicie wyrobić kartę Oyster. Zrobicie to np. w: automacie, kiosku obok metra, oznaczonym znakiem „Oyster”. Przy wyrobieniu karty płacicie 5 funtów depozytu, który przy jej dezaktywacji zostanie Wam zwrócony. To jednak nie wszystko! Kartę trzeba naładować za pomocą automatów, które znajdziecie przy każdym metrze. Możecie ją doładowywać dowolną kwotą, kiedy tylko chcecie. Wszystkie nadprogramowe środki, których nie wykorzystaliście zostaną Wam zwrócone przy dezaktywacji, o ile ich wartość nie przekracza 10 funtów.

 Podróżowanie z „Oyster’ką” jest bardzo wygodne. Gdy wchodzicie do tunelu metra, przykładacie kartę do czujnika przy bramkach. Musicie pamiętać, aby się „odklikać”, gdy z niego wychodzicie. Wtedy zostanie naliczona opłata. Gdy korzystacie z autobusów, przykładacie kartę tylko przy wejściu. Nie musicie wówczas „odklikiwać się” wychodząc z pojazdu.

 Za 1 przejazd metrem w pierwszej strefie zapłacicie 2,40 funtów. Cena może wzrosnąć, jeżeli poruszacie się w godzinach szczytu (od poniedziałku do piątku od 6.30 do 9.30 oraz od 16.00 do 19.00) lub pomiędzy strefami. Za przejazd autobusem opłata jest stała i wynosi zawsze 1,50 funta.

Aby nie zapłacić fortuny, UK wprowadziło tzw. capping, czyli limity dzienne, po przekroczeniu których nie będzie naliczać Wam już żadnej opłaty. Dla metra wynosi on 12,70 funtów dla strefy 1, a dla autobusów – 4,50 funtów ogólnie.

Na pierwszy rzut oka, podróżowanie autobusami wydaje się być lepsze, bo tańsze. Pytanie – jak bardzo cierpliwi jesteście, żeby przetrwać gigantyczne korki? JJa wybrałam transport łączony. Po prostu sprawdzałam możliwe połączenia za pomocą GPS w telefonie komórkowym, a później analizowałam, który środek transportu będzie najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Jeżeli gdzieś można było dojść piechotą, wybierałam spacer. I Wam też polecam tak robić.

3. Mieszkanie – im bliżej centrum, tym drożej. Im dalej od centrum, tym wydatki na dojazdy będą większe. Jeżeli chcecie być blisko centrum, a jednocześnie zaoszczędzić, znajdziecie tanie pokoje (najczęściej ze współdzieloną łazienką) w okolicy dzielnicy Whitechapel (znanej m.in. z 13 morderstw dokonanych przez Kubę Rozpruwacza 😉 ale spokojnie, to było ponad 100 lat temu ;)). Robiąc research, znalazłam również w miarę tani pokój (200 zł za dobę) w Brixton, o której mówi się, że jest narkotykową dzielnicą Londynu. Nie wiem jak tam się mieszka, ostatecznie nie sprawdziłam 😉

Gdzie kupować niedrogie jedzenie?

1.Spożywcze– polecono mi sieć Sainsbury’s. Podobno tanio i dobrze. Osobiście jednak nie polubiłam się z tym sklepem. Zdecydowanie bliżej było mi do Coop’a. Ceny możne nieco wyższe, ale znalazłam tam większy wachlarz produktów, które mi odpowiadały. Jeżeli lubicie wybierać to, co znacie, w Londynie znajdziecie Carrefour’a i Lidla, z podobną do polskiej ofertą.

2.Sushi – jeżeli ma być niedrogo i smacznie to polecam dwie sieciówki, z sushi na wynos: Wasabi Sushi & Bento oraz Itsu. Robią to naprawdę dobrze, jak na sushi w pudełkach. W Itsu mają również przepyszne pierożki wegetariańskie. Można je kupić w zestawie z wegetariańskim sushi. Koszt zestawu wege (sushi + pierożki + sałatka), który wystarczył mi w 100 proc. na obiad wynosił 6 funtów, czyli bardzo niedrogo.

3.Foodtrucki – Londyn to stolica street food’u! Osobiście odwiedziłam 3 dzielnice, w których ilość food trucków i jakość przyrządzanego jedzenia pozytywnie mnie zaskoczyła: Camden Town, Portobello Road Market (Notting Hill) oraz Whitecross St Market. Niestety nie zdążyłam już pojechać na Borough Market, ale tam podobno też dużo się dzieje. Na Portobello jadłam najlepszego wrapa z falafelem w życiu. Na samo wspomnienie cieknie mi ślinka. Dla przykładu, zapłaciłam za niego 6 funtów, a była to najdroższa opcja w ofercie tego food trucka. Można było najeść się tam za niecałe 5 funtów. Niedrogo i smacznie.

Gdzie kupować produkty pierwszej potrzeby?

 Ostatnio leciałam wyłącznie z walizka podręczną, więc nie mogłam zabrać szamponów, odżywek, maseczek i wielu innych ważnych kosmetyków. Wiadomo, że można te produkty przelać do 100 ml pojemniczków, ale nastawiłam się, że kupię wszystko na miejscu, zwłaszcza że w Londynie popularny jest sklep, w którym większość tego typu produktów dostaniemy za… 1 funta. Pełnowartościowe szampony, odżywki do włosów i wiele innych „niezbędnych” do życia gadżetów dostaniemy właśnie tam. Sklep nazywa się „Poundland” i znajdziecie go m.in. na: Camden Town albo w dzielnicy Elephant & Castle.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.