Czy prawdziwy minimalista mieszka w lepiance?

Wiecie jaka jest nasza przypadłość – ludzi 21 wieku? Taka, że za chwilę utoniemy w plastiku i przedmiotach o nazwie „kiedyś się przyda”. A przecież można żyć lekko i przyjemnie… wystarczy zrobić porządek. W szafie, w głowie i życiu. No to do dzieła! 

Jak żyć, kiedy ze sklepowych półek uśmiechają się do nas buty, swetry, lakiery do paznokci, zegarki, miski, kubki, noże, tacki… Myślę, że w przyszłości, gdy będziemy już podłączeni do rozszerzonej rzeczywistości, te przedmioty będą do nas krzyczeć, tak dosłownie. Zegarek zmaterializuje się na naszym nadgarstku, na stopach zobaczymy wirtualne buty, a na paznokciach – nowy odcień lakieru. Wszystko w sekundę i tylko po to, aby zachęcić nas do zakupu. Mówicie, że nie będziemy z tego korzystać? Pewnie, że będziemy! To tak jak z Facebookiem. Sprzedajemy swoje dane, w zamian za bycie częścią społeczności, bez której ciężko dzisiaj funkcjonować.

Żyjemy w ciekawych czasach. Możemy bez ograniczeń korzystać z rozrywki, kupować dyniowe latte, dzisiaj być w Gdańsku, jutro w Londynie, a za tydzień na Malediwach. Mamy nieustanny dostęp do informacji. W każdej chwili możemy sprawdzić u wujka Google, jaki jest najwyższy szczyt Polski i którędy najszybciej dotrzemy do Biedronki. Wszystko instant. Zalewasz i gotowe. Aż w końcu czujemy przesyt. I wtedy wpisujemy w gogle „jak zostać minimalistą”.

Minimalizm nie oznacza tylko czerni i bieli

Odnoszę wrażenie, że w dyskusji o minimalizmie, jawi nam się kobieta ubrana w worek lniany, chodząca na bosaka, pijąca yerba mate z drewnianej tykwy i mieszkająca w lepiance, którą notabene sama zbudowała. Pewnie, że tak można! I jest to godne podziwu. Na youtube można znaleźć filmy pary, która żyje na odludziu, w zgodzie z naturą, nie myjąc nawet swoich włosów. To też jest minimalizm. Taki stuprocentowy. Słuchałam ich z niedowierzaniem, może delikatnym podziwem, a może przerażeniem. Wiem jednak, że nie chciałabym żyć w taki sposób. Zobaczcie sami: KLIK.

Dla mnie, minimalizm jest wielobarwny. Czasami biały, czasami szary, innym razem różowy lub czerwony. Minimalizm nie jest uszyty z lnu, bo kompletnie za nim nie przepadam. Minimalizm czasami ma metkę Converse’a czy iPhone’a, innym razem UGG lub lokalnego projektanta. Czasami jest zupełnie „no-name” wyszperany w second-handzie albo w szafie Babci.

Minimalizm może być, nawet gdy przez chwilę go nie ma. Bo nikt nie stoi nade mną z batem i nie karze mnie za każdy popełniony „grzech”. Minimalizmu trzeba się uczyć powoli.

Minimalizm nie oznacza 100 proc. rezygnacji z samochodu, ale sugeruje ograniczanie jego użycia, gdy nie ma takiej potrzeby. Minimalizm nie oznacza wyrzucania przedmiotów, które już mamy, ale sugeruje umiejętnie z nich korzystanie, aż do całkowitego zużycia. Minimalizm nie oznacza, że od teraz masz zaprzestać wszelkich zakupów, ale sugeruje, żeby kupować z głową.

Minimalizm to nie tylko przedmioty

Ograniczenie kupowania przedmiotów to pierwsze co nasuwa się na myśl, gdy chcemy zostać minimalistami. To jednak nie wszystko. W moim odczuciu, minimalizm to styl życia. To również dbałość o środowisko, czyli redukcja ilości zużywanego plastiku, segregacja odpadów, oszczędzanie wody czy wyłączanie światła, gdy wychodzisz z pokoju. To chodzenie na kawę do Starbucks’a z własnym kubkiem oraz nieużywanie plastikowych słomek, gdy zamawiamy tequilę sunrise (btw. to mój ulubiony drink alkoholowy!).

Minimalizm to samodzielne przygotowywanie posiłków, a następnie spożywanie ich bez pośpiechu, przy wspólnym stole (znajomi uśmieją się z tego zdania, bo od 3 lat nie dorobiłam się porządnego stołu. Ale już niedługo… :)).

Minimalizm to również ograniczenie bodźców, które bombardują nas z każdej strony. Na przykład mediów społecznościowych. Mój telefon ostatnio zaczął wyświetlać czas, który poświęcam na poszczególne sektory: rozrywkę, kreatywność, media społecznościowe, prowadzenie firmy oraz inne. Niczego nowego nie ściągałam, więc musiała być to jedna z aktualizacji iphone’a. I jestem za to szalenie wdzięczna, bo okazało się, że zdecydowanie zbyt dużą część czasu zajmują mi właśnie społecznościówki. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, ile czasu ucieka mu przez palce, bo robi to nieświadomie, pomiędzy obowiązkami. Zmroziło mnie, gdy zobaczyłam, że na Facebooku, Instagramie oraz Youtube spędzam średnio 3 godziny dziennie. To conajmniej o dwie za dużo.

Pytanie – czy te 3 godziny dziennie, co daje aż 21 dni w tygodniu i UWAGA – ponad tysiąc godzin w skali roku (what the heck!) wniosły coś konstruktywnego do mojego życia? Często jest to scrollowanie tablicy dla samego scrollowania, gdzie jedynie okazjonalnie odnajduję coś naprawdę wartościowego. No cóż, minimalizmem bym tego nie nazwała.

Czy jestem minimalistką?

Marzy mi się, aby nią kiedyś zostać, ale wciąż popełniam w tym temacie masę błędów. Nie jestem idealna, ale powolutku dążę do celu. Na zakupy spożywcze chodzę z materiałową siatką, no chyba że zapomnę! (well…) Niestety, wciąż zdarza mi się kupić kawę w tekturowym kubku. Chociaż jestem właścicielką cudownego kubka Stojo (serdecznie polecam!), często zapominam przełożyć go z jednej torebki do drugiej. Ot cała ja! Nie biczuję się za to, ale doskonale wiem, że przykładem to ja nie świecę. Udało mi się ograniczyć ilość kupowanych kosmetyków. Nie kupię drugiego podkładu, dopóki nie zużyję pierwszego. Podobnie z żelami pod prysznic, perfumami czy tuszami do rzęs. Myślę, że z ubraniami, butami i torebkami też już nie szaleję tak, jak kiedyś. Oczywiście, nie jestem w temacie zero-jedynkowa. Zdarza mi się korzystać z promocji 2+1 czy wyprzedaży. Zanim jednak cokolwiek kupię, zastanawiam się kilka razy. Myślę, że jestem minimalistką w 40 procentach. Jeszcze sporo mam do zrobienia.

Jak zostać minimalistą?

Nowy rok to dobry moment, aby postanowić zmiany na lepsze. Jednym z moich celów na 2019 rok będzie – osiągnąć conajmniej 60% perfekcji. Was również zachęcam do wprowadzenia małych zmian, które sprawią, że zarówno Wasze życie, jak i sytuacja planety będą lepsze.

Oto 10 małych kroków od których warto zacząć:

  1. Nie kupuj niezbędnych przedmiotów dekoracyjnych. 7 poduszka? Fajnie, tylko po co?
  2. Ogranicz kupowanie ubrań, butów i torebek. Serio, potrzebna Ci ta 4 para szpilek?
  3. Inwestuj w ubrania lepszej jakości. Nie ilość, lecz jakość.
  4. Na zakupy chodź z własną siatką materiałową
  5. Głośno i wyraźnie odmawiaj podawania plastikowych słomek do napojów (niech inni się uczą!)
  6. Noś w torebce kubek wielorazowy – zobacz jakie są ładne! (ten, ten, ten albo ten)
  7. Samochód odpalaj tylko wtedy, kiedy musisz (rower, piechota i komunikacja miejska też są spoko)
  8. Kosmetyki kupuj dopiero wtedy, gdy wykończysz bieżące (no dobra, wyjątkiem jest dobra promocja ;))
  9. Nie wyrzucaj jedzenia i stosuj zasadę „zero waste”. Z włoszczyzny po rosole można zrobić pyszny pasztet warzywny!
  10. Ogranicz spożycie mięsa albo kupuj je wyłącznie ze sprawdzonych źródeł (np. bezpośrednio od rolnika). Dla zdrowia, dla zwierząt, dla środowiska i dla lepszego samopoczucia.

To jest moje TOP 10 na najbliższy rok. Będę do tej listy zaglądać co jakiś czas, żeby przypomnieć sobie moje założenia. I Ciebie też serdecznie do tego zachęcam.


A jakie są Twoje noworoczne postanowienia? Myślałaś kiedyś o tym, aby zostać minimalistką? A może już nią jesteś? Dodałabyś coś na moją listę? Będzie mi miło jeżeli podzielisz się swoją opinią w komentarzu.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.